Goniąc swoje marzenia…

Goniąc swoje marzenia…

     Wiele sygnałów wskazuje na to, że nasze życie, tak mocno wywrócone „do góry nogami” w ciągu prawie półtora roku, wraca powoli do normalności. Nasz klub spotyka się dziś po raz pierwszy od wielu miesięcy w „realu” i wszyscy niecierpliwie czekają, aby móc wreszcie usiąść przy wspólnym stole. Wszyscy chcemy wrócić do czynnej rotariańskiej służby, a przy okazji… do swoich marzeń.

     Chyba na początku roku znalazłem informację na naszej stronie dystryktalnej, że ma się odbyć rajd motocyklowy na terenie Kotliny Kłodzkiej. Organizatorem miała być polska sekcja organizacji IFMR czyli International Fellowship of Motorcycling Rotarians. Wszedłem głębiej, zapoznałem się ze szczegółami, a ponieważ od dwóch lat jestem szczęśliwym posiadaczem trójkołowego Quadro 350 zadzwoniłem do Wojtka Nakwasińskiego z RC Polanica Zdrój, organizatora, czy też może lepiej Komandora Rajdu, zgłaszając chęć uczestniczenia.

     Mieliśmy jechać z Krakowa w trzy motocykle z Tomkiem i Maciejem, ale niestety jak to w życiu bywa pojawiły się niespodziewane przeszkody i ostatecznie przyszło mi jechać samemu. Spakowałem się, założyłem kombinezon ochronny i z pełen obaw ruszyłem w 300-kilometrową podróż do Srebrnej Góry k/ Kłodzka. Ktoś powie, a cóż to 300 km, ale wcześniej korzystałem z motocykla dojeżdżając tylko do pracy więc wyzwanie był duże. 

     A wszystko zaczęło się ponad 20 lat temu kiedy w połowie lat 90-tych wieku zakładałem z kolegami firmę kurierską Masterlink Express. Zatrudnialiśmy wielu kurierów motocyklistów i świadomie bądź nieświadomie zaszczepili we mnie ciekawość do jednośladów. Niestety jeżdżąc samochodem nie znalazłem okazji na wyrobienie prawa jazdy na motocykl i ta ciekawość drzemała cierpliwie przez wiele lat. Kiedy zmiana przepisów pozwoliła osobom posiadającym prawa jazdy kategorii B na jazdę na motocyklach z silnikami do 125 cm sześciennych decyzję podjąłem błyskawicznie. Kupiłem motocykl    i postanowiłem wreszcie spełnić swoje marzenie.   

     Do Srebrnej Góry dojechałem późnym wieczorem 27 maja i to był zaledwie początek przygody.    W ciągu kolejnych dni przyszło mi pokonać pawie 1000 km pokonując zmęczenie, ból i obawy o kondycję mojego „Quarleya”, który najpierw stracił hamulec postojowy a potem uszczelnienie tłumika. Dodatkowo pogoda sprzysięgła się przeciw nam, gdy po serii podejrzanie długich „przelotnych opadach” postanowiła poczęstować nas prawie centymetrowym gradem.

     Zawsze fascynowali mnie motocykliści pokonujące kręte drogi i serpentyny, ale Wojtek, a właściwie jego żona Mariola odpowiedzialna za scenariusz rajdu przygotowała prawdziwą ucztę. Trasa „100 zakrętów” okazała się dla mnie nie lada wyzwaniem i przy 50-tym zacząłem niecierpliwie odliczać ile zostało do końca przecierając jednocześnie wodę z wizjera na kasku. Niestety spadłem przez to na koniec peletonu i zmusiłem zabezpieczającego go z tyłu Tomka Wiszniewskiego do jazdy z nietypowo małą prędkością. Na szczęście powiedział później, że mi wybaczył.         

     Mam nadzieję, że wystarczy mi determinacji aby kontynuować przygodę z jedno- lub trój-śladami. A piszę o tym, bo jestem przekonany, że wielu z Was ma takie swoje ukryte pasje i niespełnione marzenia. Okazuje się, że Rotary skutecznie pomaga przy ich realizacji właśnie przez działające grupy mniej lub bardziej „zakręconych” pasjonatów. Jeśli zagłębicie się w Internet czy kiedyś będziecie uczestniczyć w którejś z Konwencji spotkacie zapaleńców, którzy jeżdżą na nartach, rowerach, samochodach rajdowych, latają, skaczą na spadochronach, strzelają, grają w golfa, tenisa, ping-ponga, pływają jachtami, kajakami i zbierają wszystko co da się umieścić w gablotach, pudełkach lub klaserach. Budują w ten sposób kolejne przyjaźnie i więzi nieraz przez kilka kontynentów. Łączą ludzi          o różnych kolorach skóry i wyznających różne religie. Siła pasji może pokonać uprzedzenia i zbudować relacje możliwe tylko dzięki rotariańskiej idei służenia innym.

     W sobotę 29-go, podczas pożegnalnej kolacji, nastąpiły dwa wydarzenia, które były ukoronowaniem całego zlotu. Tomek Wiszniewski z RC Giżycko, który przez 3 lata kierował polską sekcją IFMR przekazał służbę Michałowi Frelichowskiemu z RC Bydgoszcz. Były podziękowania i gratulacje, a Michał od razu zaprosił na kolejny, wrześniowy zlot w rejon Bydgoszczy i Torunia.

     Ale była jeszcze aukcja zorganizowana prze RC Polanica Zdrój. Celem jej było zebranie środków na zakup sterowanego elektrycznie wózka inwalidzkiego dla podopiecznej ośrodka, którym opiekuje się klub. Nie wiem czy to wpływ świeżego, górskiego powietrza czy po prostu podniosła atmosfera ale udało się wylicytować i zebrać kwotę 10 000 zł. Brawo motocykliści. Brawo RC Polanica Zdrój.

     Może ten felieton jest bardziej osobisty niż poprzednie ale chcę podziękować organizatorom           i wszystkim uczestnikom zlotu za miłe przyjęcie i wyrozumiałość dla kierowcy dziwnego pojazdu z zaledwie 22-konnym silnikiem. Było super!

         

Natomiast  wszystkich  namawiam  do  pogoni za swoimi marzeniami bo czas ucieka i może być coraz trudniej je dogonić…

Śpiewał o tym Krzysztof Krawczyk i chciałbym wierzyć, że jego marzenia spełniły się…

      „Życie jest za krótkie żeby pić marne wino
     Życie jest za krótkie by miłości dać zginąć  
     Życie jest za krótkie żeby się nie spieszyć
     Życie jest za krótkie by się nim nie cieszyć”

      Z rotariańskim pozdrowieniem
     Janusz Potępa, PDG, RC Kraków Wawel

Hits: 65